Tłumaczenia w kontekście hasła "że nie wiem do czego chce" z polskiego na angielski od Reverso Context: Problem w tym że nie wiem do czego chce go użyć, dlatego, muszę się jej pozbyć. Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja
Dzięki programowi wiem czego chcę od życia, jakie mam cele, w czym zawodowo jestem dobra i jakie są moje mocne strony. Mogłam się tego dowiedzieć przez różne zadania, projekty, w których uczestniczyłam w ciągu ostatnich miesięcy.
Translations in context of "chcę od życia" in Polish-English from Reverso Context: Problem w tym, że nie tylko tego chcę od życia. Translation Context Grammar Check Synonyms Conjugation Conjugation Documents Dictionary Collaborative Dictionary Grammar Expressio Reverso Corporate
Miałaś rację, kiedy mówiłaś, że sam nie wiem, czego chcę od życia. Nie zastanawiam się nad tym, co mógłbym robić, bo jeżeli pozwolę sobie na marzenia, później będzie tylko gorzej. Mona Kasten , Save Me więcej
"Proszę doświadczone życiowo, mądre osoby o zabranie głosu w sprawie jak odkryć co się lubi w życiu, do czego jest się stworzonym" - post rozpoczynający wątku o temacie "Mam 26 lat i nie wiem czego chcę od życia. Poradźcie coś, proszę!" na Forum Ostrowca Świętokrzyskiego.
Dlaczego nie warto się prze jmować, jak ważna jest refleksja. Chcę skupić się na kroku, który jest, a przynajmniej powinien być wynikiem refleksji. Tym krokiem jest podjęcie działań na podstawie przygotowanego planu, i być może zakłócając porządek wynikający z chronologii przeskoczę od razu do działań.
Jest sygnałem, że przejrzeliśmy jałowość życia w wiecznym kołowrotku planów, które przecież nigdy się nie kończą, bo za D stoi E, a za Z stoi A1. Dopóki, przecież, wierzymy, że tak właśnie musi wyglądać życie – nie mamy nawet czasu odkryć ze zdumieniem, że „ojej… nie wiem czego chcę…” Juhu! Pędzę! Po co? Oj!
Niczego nie analizuj na tym etapie, tylko pisz (weź sobie za cel zapisanie całej kartki, albo i więcej). Pisz śmiało – tylko Ty to widzisz. Następnie przyjrzyj się swoim odpowiedzią, a bardzo prawdopodobne, że w ten sposób odkryjesz czego tak naprawdę chcesz od życia 🙂. Lekcja 2 – Ciągła frustracja.
Ja (imię) zawsze wiem czego chcę i osiągam to. Każdego dnia, wielokrotnie się z nim konfrontuj, dociekaj, nie odpuszczaj. Najważniejszym w tym pytaniu jest obserwowanie tego jak się czujesz
Nie siedzą w domu, oglądając telewizję czy wyglądając przez okno, ale dużo się ruszają. Nie siedzą na kanapie i nie zastanawiają się, jak dożyć 100 lat, tylko działają. Wstają wcześnie rano i od razu idą do swoich ogródków, by pielić grządki. Dużo spacerują i prowadzą bogate życie towarzyskie poza domem.
fnDOJFJ. Witam. Chciałabym po krótce opisać moją historię. Jest ona wypełniona krótkotrwałymi sukcesami i okresami przedłużającej się niechęci lub nie wiedzy co z tym życiem robić. Mam zabezpiecznie materialne ze strony rodziców, skończyłam właśnie studia z bardzo dobrymi ocenami na dość nieciekawym kierunku. Nie jest to kierunek powszechnie poważany jak np.: prawo, ekonomia czy psychologia, po których raczej wiadomo, że jest szansa na spore pieniądze. Po moim kierunku muszę bazować na swojej wyobraźni i jakiejś tam wiedzy, do której jednak nie przywiązuje specjalnej wagi. Krótko mówiąc - nic nie umiem. Co więcej - gdy zaglądam do podręczników z liceum orientuję się, że ABSOLUTNIE nic nie pamiętam z tego co się wtedy uczyłam. NIC. Właściwie zapominam też wiedzę z moich studiów, ponieważ były to studia humanistyczne, w zasadzie nie mam nic w ręku po nich. Przez całe życie słyszałam od rodziców, że będę nikim, mimo iż chodziłam do bardzo dobrego liceum, potem poszłam na studia, byłam na stypendium etc. Być może brało się to z ich doświadczenia - mimo iż jak wspominam, moi rodzice mają pieniądze, w takiej ilości, że nie brakuje nam na ubrania, jedzenie, wakacje, kursy językowe. Chociaż - prawdę mówiąc - przywiązują do nich wielką wagę i zawsze wyczuwałam w nich uraz iż prosze ich o te pieniądze właśnie; woleli mnie wychowywać tzw. twardą ręką, ponieważ ich rodziny musiały do wszystkiego dochodzić same. W związku z tym żyłam zawsze w pewnym poczuciu rozdwojenia. Z jednej strony - wyjazdy do egiptu, z drugiej - ciągłe poczucie że wszystko co robię nie ma sensu, że jestem słaba, jestem nikim, bo nic nie potrafię, że nigdy niczego się dobrze nie nauczę, bo jestem rozpuszczonym frajerem. Oprócz tego w mojej rodzinie panuje pewien wstręt do pieniędzym, do ludzi bez zasad, do konformistów, którzy jedynie to widzą w życiu. (Powinnam dodać, że nie jest to wszystko uświadomione, że odczytuje to z nastroju, gestów czy półsłówek które padały.) Nie mogę powiedzieć, że kiedykolwiek byłam wybitna, chociaż udało mi się parę razy osiągnąć dość dużo. Myślę, że gdybym potrafiła normalnie żyć i normalnie czerpać z tego co daje mi życie zaszłabym dalej, ale na spokojnie, lepiej rozumiejąc moje miejsce w życiu i ciesząc się z tego co osiągam. Ale ponieważ ciągle byłam wychowywana w poczuciu mojej niedoskonałości (albo doskonałości - były wahania) to właściwie nie mogę powiedzieć że jestem zupełnie normalna. Cokolwiek robiłam, COKOLWIEK - zawsze miałam poczucie że jestem niedoskonała, że WSZYSTKO CO ROBIĘ jest niczym. I co jest najlepsze? - tak naprawdę nadal tak myślę. W sensie, że owszem, obecnie wyrzucam to sobie, ponieważ uniemożliwiła mi ta postawa normalne życie, - normalne, czyli oparte o powolny ale systematyczny rozwój, który właśnie daje zadowolenie poprzez zagłębieanie się w dziedzinę, którą się kocha. Tak czy siak, uważam że to jest niczym. Bo prosze mi wyjaśnić, o co ma się opierać egzystencja, której nie dane jest dotknąć doskonałości? Mało tego - po co żyć, skoro i tak NIGDY NICZEGO SIĘ NIE DOWIEMY. Właściwie zastanawiam się dlaczego ludzie masowo nie popełniają samobójstw, żyjąc swoim bezsensownym, ograniczonym życiem. Mało ludzi ma szansę naprawdę zgłębić np. FIZYKĘ. Ja już tej szansy nie mam. Nie wiem czy kiedykolwiek miałam. Albo matematykę. A są to dziedziny które dają nam jakąś szansę na dotknięcię absolutu. To że jej absolwenci ida potem pracować do banków, to inna sprawa. Powiedzmy, że pozostaje sztuka, która również daje nam szansę na jakieś zapamietanie się w tym co robimy. Ale cóż - w tym też trzeba być najlepszym, albo zginąć. I proszę mi nie mówić o zachwycie każdym dniem. Pytam się - po co? I proszę mi nie mówić o dzieciach - pytam się po co ich zarażać własną beznadzeiją. Mam 26 lat, powinnam pracować, chodzić do klubów, wyjeżdżać za granicę, kochać się z nowonapotkanymi facetami - ale taka egzystencja wydaje mi się jedynie zagłuszaczem tego, że życie nei ma sensu. Że jesteśmy niczym mrówki wydane na pastę losu. Jesteśmy niczym. Skąd moje rozdrażnienie - ponieważ przez całe życie wierzyłam w to, że tak być musi. I ulegałam, trwałam w jakimś kosmicznym poczuciu prawa, który tym wszystkim zarządza. Prowadziło to do tego, że dawałam sobą pomiatać własnie w imię tego dziewnego, kosmiczneog porządku, ustanowionego przez boga. Albo ciągle swoje porażki, i moje poczucie doła - również tym tłumaczyłam. Moje rozdrążnienie bierze się również stąd - że mam w sobie duże poczucie obowiązku względem innych (w stylu - ratowanie ich życia), oraz stąd że dopiero teraz niestety (tak byłam strasznie naiwna) zaczynam zauważać, że tak naprawdę żyjemy w chaosie, jesteśmy rządzeni przez ludzi, którzy podobnie jak my sami nie wiedzą czego chcą, albo są słabi. Że nawet jeśli gdzieś są jakieś reguły, to tylko nieliczni mają do nich dostęp, inni po prostu trwają w jakimś dziwnej, bezsensownej egzystencji ciesząc się właśnie \"każdym dniem\". Wiem, że rozwiązaniem dla mnie jest zrozumienie, że tak czy siak - jedynie mały procent ludzi w ogóle ma dostęp do tego uczucia które mam obecnie. Niektórzy nie wiedzą nawet tego czego nei wiedzą. Że może to stanowić dla mnie oparcie, i w całej beznadziei dla mojej egzystencji, i czasu, który zmarnowałam poprzez niepotrzebne zaangażowanie emocjonalne, w które się pchałam z powodu kiedpskiej atmosfery w domu - że mogę spróbować powalczyć o jakieś skrawki tego absolutu który chciałabym dotknąć dzięki nauce czy moim zainteresowaniom (są dość rozległe, ale BARDZO powierzchowne). Oczywiście już niedługo, właściwie teraz pojawia się kwestia PIENIĘDZY i CZASU, który nam umyka (mózg również ma swoją datę użytkowania) czy chociażby kwestii towarzykich etc. I wszystko zmienia się w pętle bezsensu. Tu już nawet nie chodzi o to czy bóg istnieje. Chodzi o to, że i tak pozostanę nikim. Co więcej - podobno powinnam się w imię praw boskich (jeśli chodzi o doktrynę kościoła) z moją pozycją pogodzić i uznać (znów wracamy do owych kosmicznych porządków) swój los, jako dany mi krzyż. ja kurwa pierdole. Pozdrawiam.
Strona Główna Pytania I Odpowiedzi Czy Jesli Osoba Nie Wiem Co Czuje I Co Chce Od Życia, Ma Jakies Problemy Psychiczne ? 3 odpowiedzi Czy jesli osoba nie wiem co czuje i co chce od życia, ma jakies problemy psychiczne ? Wiele osób, na różnych etapach swojego życia, zadaje sobie podobne pytania. Taki stan może być spowodowany konkretną sytuacją w jakiej człowiek znalazł się w danym momencie : ważne wydarzenie w życiu, strata, duża zmiana. Trudno odpowiedzieć na pytanie, nie znając kontekstu i nie posiadając informacji o osobie doświadczającej takich odczuć. Zachęcam do udania się na rozmowę do psychologa, który pomoże określić źródło problemu i w razie konieczności zaproponuje konkretną pomoc. Uzyskaj odpowiedzi dzięki konsultacji online Jeśli potrzebujesz specjalistycznej porady, umów konsultację online. Otrzymasz wszystkie odpowiedzi bez wychodzenia z domu. Pokaż specjalistów Jak to działa? Dzień dobry, Pytanie o to co chcemy od życia, jest chyba pytaniem, które zadaje sobie większość osób i po tym raczej nie można stwierdzić zaburzeń psychicznych. Nawet po określeniu swojego celu, często miewamy różnego rodzaju zwątpienia. Tutaj przydatne jest tak proste ćwiczenie, jak rozpisanie sobie tego, z czego jesteśmy w życiu zadowoleni i tego, co nam się udało do tej pory osiągnąć - to może naprowadzić nas również na to, co chcielibyśmy w życiu robić i na czym się skupić. Bliska osoba z pewnością może być przy tym pomocna. Problem z rozpoznawaniem i nazywaniem własnych uczuć i emocji, również dotyczy sporej ilości osób i tutaj lekiem może być sama edukacja na temat emocji, ich rozpoznawania oraz sposobu działania. Jeżeli jednak taki stan trwa ponad kilka miesięcy i powiązany jest również z poczuciem zrezygnowania, zalecałbym udać się do psychologa lub terapeuty w celu zdefiniowania źródła takiego stanu. Może ono pochodzić, z różnych sfer życia, a jego odkrycie będzie pierwszym krokiem do poprawy. Pozdrawiam Dzień dobry, skąd przypuszczenie o chorobie psychicznej w sytuacji o której napisano? Chyba, że to prośba o pomoc i wsparcie w związku z tym, że stan taki utrzymuje się od dłuższego czasu i powoduje dyskomfort, funkcjonowanie psychospołeczne niezgodne z oczekiwaniami, potrzebami. Jest zbyt mało informacji, by udzielić na tym etapie dalszych wskazówek. Ni mniej, jeżeli stan taki jest odczuwany jako niepokojący, przeszkadzający, proszę skorzystać z konsultacji u psychologa, by ten zyskując szerszy ogląd, mógł rozwiać wątpliwości lub zasugerować dalsze kroki. Warto jednak pamiętać, że niejednej osobie towarzyszy w określonych momentach życia poczucie, że nie czego chce od życia, czy że nie wie, nie do końca rozumie, co czuje. Wiele jednak zależy od kontekstu i czasu trwania takiego stanu. Zachęcam zatem do rozmowy ze specjalistą, jeżeli odczuwa się taką potrzebę. Z uszanowaniem, dr n. hum. Monika Gmurek Twoje pytanie zostanie opublikowane anonimowo. Pamiętaj, by zadać jedno konkretne pytanie, opisując problem zwięźle. Pytanie trafi do specjalistów korzystających z serwisu, nie do konkretnego lekarza. Pamiętaj, że zadanie pytania nie zastąpi konsultacji z lekarzem czy specjalistą. Miejsce to nie służy do uzyskania diagnozy czy potwierdzenia tej już wystawionej przez lekarza. W tym celu umów się na wizytę do lekarza. Z troski o Wasze zdrowie nie publikujemy informacji o dawkowaniu leków. Ta wartość jest zbyt krótka. Powinna mieć __LIMIT__ lub więcej znaków. Specjalizacja Wybierz specjalizację lekarza, do którego chcesz skierować pytanie Twój e-mail Użyjemy go tylko do powiadomienia Cię o odpowiedzi lekarza. Nie będzie widoczny publicznie. Wyrażam zgodę na przetwarzanie danych osobowych dotyczących stanu zdrowia w celu zadania pytania Profesjonaliście. Dowiedz się więcej. Dlaczego potrzebujemy Twojej zgody? Twoja zgoda jest nam potrzebna, aby zgodnie z prawem przekazać wybranemu przez Ciebie Profesjonaliście informacje o zadanym przez Ciebie pytaniu. Informujemy Cię, że zgoda może zostać w każdej wycofana, jednak nie wpływa to na ważność przetwarzania przez nas Twoich danych osobowych podjętych w momencie, kiedy zgoda była informacje o moim pytaniu trafią do Profesjonalisty? Tak. Udostępnimy wybranemu przez Ciebie Profesjonaliście informacje o Tobie i zadanym przez Ciebie pytaniu. Dzięki temu Profesjonalista może się do niego mam prawa w związku z wyrażeniem zgody? Możesz w każdej chwili cofnąć zgodę na przetwarzanie danych osobowych. Masz również prawo zaktualizować swoje dane, wnosić o bycie zapomnianym oraz masz prawo do ograniczenia przetwarzania i przenoszenia danych. Masz również prawo wnieść skargę do organu nadzorczego, jeżeli uważasz, że sposób postępowania z Twoimi danymi osobowymi narusza przepisy jest administratorem moich danych osobowych? Administratorem danych osobowych jest ZnanyLekarz sp. z z siedzibą w Warszawie przy ul. Kolejowej 5/7. Po przekazaniu przez nas Twoich danych osobowych wybranemu Profesjonaliście, również on staje się administratorem Twoich danych osobowych. Aby dowiedzieć się więcej o danych osobowych kliknij tutaj Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.
Zacznijmy od Bryana Admasa. Podobno jesteś jego fanem?Jestem wielkim fanem. Zacząłem go słuchać gdzieś tak w II klasie liceum. Chociaż w międzyczasie kręciła mnie bardziej muzyka typu Jimmy Hendrix i jakieś mocniejsze dźwięki. Ale też zawsze był Adams i ta jego chrypka…A Twoje inspiracje muzyczne?Hendrix, U2, Adams. Cenię U2, bo oni potrafili nie tracąc swojego charakteru przejść przez różne gatunki muzyczne. Nie "zeszmacili się", pozostali sobą. Słucham bardzo dużo starej muzyki - lat 70-tych, jak np. Led Zeppelin. Na tych dźwiękach się wychowałem. I mimo, że piszę melodyjne piosenki to ten duch rockowy, gitarowy gdzieś we mnie jest. Na mojej płycie to będzie w czym się lepiej czujesz? W balladach, czy w mocnych rockowych kawałkach?Ostatnio w balladach. Zacząłem profesjonalnie ćwiczyć swój głos. Chodzę na lekcje śpiewu. Okazało się, że nie znam zupełnie siebie, swojego głosu. Zrozumiałem, że głos jest przedłużeniem osoby. Nie należy go kształcić oddzielnie. W nim słychać to czy faktycznie umiesz śpiewać i co sobą reprezentujesz. W swoje 35 urodziny postanowiłem nauczyć się śpiewać na nowo. Zawsze kojarzyłem sobie siebie jako kompozytora. Wiesz to jak z pakietem 3 w 1 - kawa, cukier i śmietanka. Kiedyś sądziłem, że ta kawa to jest komponowanie, dodatkowo gitara i na 3 miejscu wokal jako ta tania śmietanka. Moja nauczycielka śpiewu, zresztą znana śpiewaczka operowa, przewróciła mi to wszystko do góry nogami. Powiedziała, że jestem potężnym głosem, a resztę mogę potraktować jako dodatek. Odkryłem w śpiewaniu nowe rzeczy. Zacząłem interpretować muzykę swoim głosem. Dla mnie to jest nowa podróż. Kiedyś często krytykowano moje śpiewanie. Przejmowałem się tym. Teraz nauczyłem się tego, że jestem sobą, śpiewam i jestem szczęśliwy z tego piszesz teksty?Nie podejmowałem się tego jeszcze. I tak robię wszystko inne w zespole (śmiech). Ale myślę, że i na to przyjdzie czas… powoli zaczynam uczyć się wyrażać siebie w ten sposób..Pamiętasz pierwszą piosenkę, która utkwiła Ci w pamięci i pomyślałeś sobie: "To chcę w życiu robić"?Tak, to był utwór "Cross town traffic" Jimmiego Hendrixa. Usłyszałem go w Radiu Lublin. To taki dosyć rockowy kawałek, ale z fajną bluesową melodią. Do tego stopnia zwariowałem na punkcie gitary, że budziłem się o 3 w nocy, grałem godzinę i szedłem spać. I tak co lat wtedy miałeś?Tak około 16, 17. I właśnie wtedy zaczęła się twoja muzyczna droga? Jak ona przebiegała?Między 16 a 19 rokiem życia grałem w różnych rockowych, bluesowych kapelach w Lublinie. Wygrywaliśmy różne przeglądy, graliśmy bo chcieliśmy coś wykrzyczeć. A potem pojechałem do Warszawy, i musiałem natychmiast iść do jakiejś pracy. Wylądowałem w liceum prywatnym o profilu menadżersko - artystycznym, gdzie uczyła się Natalia Kukulska i córki Niemena. Natalia po jakichś dwóch miesiącach zaproponowała mi stworzenie swojego pierwszego dorosłego zespołu. Było to ciekawe doświadczenie. Nasz pierwszy koncert był w Sali Kongresowej w Warszawie. Rzuciłem pracę i zacząłem z Natalią grać. Zacząłem się z tego utrzymywać. Musiałem sprzedać swoją gitarę klasyczną, rzuciłem szkołę muzyczną w której grałem. Kupiłem gitarę elektryczną i nie żałuję. Wszystko postawiłem na jedną kartę. Przyjechałem do warszawy mając 5 zł w kieszeni, plecak i gitarę. Koledzy śmieli się ze mnie, że jadę zdobywać Warszawę. A ja nawet nie chciałem jej zdobywać. Chciałem po prostu grać i śpiewać. Czyli jesteś ryzykantem?Tak jestem ryzykantem. Mało tego. Jak już coś robię to lubię iść na całość. Jestem typem zdobywcy. W związku z tym czasem przegrywam, a czasem wygrywam. Różnie to bywa. A gdyby nie śpiewanie to co byś w życiu robił?To trudne pytanie. Jak się ma w sobie coś, jakiś dar, powołanie, i się go nie realizuje można popaść we frustrację. Więc gdybym nie śpiewał pewnie zostałbym frustratem. Nie wiem może zacząłbym pracować jako menadżer, może biznesmenem. Ale czułbym się z tym źle. Robiłbym kasę, ale nie miałbym satysfakcji. Będąc w Warszawie pracowałem w około 15 zawodach. Byłem i nauczycielem, uczyłem muzyki, byłem też menadżerem. Rzuciłem się w to wielkie miasto, rozpychałem się łokciami i udało się. Najważniejsze w życiu jest to, żeby odkryć co powinieneś robić. To jest chyba sukces. Ja to odkryłem i z tego się cieszę. Liczysz bardziej na siebie czy na ludzi których masz wokół?Bez innych ludzi nie da się osiągać dużych sukcesów. Prędzej czy później przychodzi zmęczenie czy wypalenie. Chociaż ja ostatnio cały czas mam nowe pomysły, aż sam się temu dziwię. Ludzie są bardzo potrzebni. Zauważyłem, że za każdym człowiekiem sukcesu stoi inna silna osoba. Może to być żona, matka, brat czy przyjaciel, ale zawsze ktoś za tym stoi, ktoś wspiera. Czasem jest to nawet grupa osób. Samemu nic się nie da osiągnąć. Robiąc solową płytę zauważyłem, że muszę się otaczać ludźmi którzy we mnie wierzą. Jeżeli otaczaliby mnie sceptycy to tak naprawdę szybciutko by mnie załatwili tym swoim sceptycyzmem, który często jest niewerbalny, niewypowiedziany - ale jest. Dlatego stwierdziłem, że muszę się otaczać ludźmi, którzy we mnie wierzą i to mi dodaje sił. Rodzina jest dla ciebie ważna?Tak, bardzo ważna. Pochodzę z wielodzietnej rodziny. Jestem najstarszym synem, mam jeszcze dwóch braci i siostrę i to jest naprawdę super. Mamy ze sobą świetny kontakt, mimo iż mieszkamy daleko od siebie. Masz dwie córki...Tak. Jedna ma 12 lat, druga - 3 latka. Są słodkie. Bardzo je kocham. Jakie pytanie najczęściej zadają ci ludzie?O Sixteen i Seventeen. Cieszę się, że ty o to nie pytasz. Ludzie najczęściej idą schematem. Pytają o przeszłość. A to jest nudne. Bo kogo, tak naprawdę obchodzi przeszłość? Albo ktoś ma coś do powiedzenia dzisiaj, albo to nie ma sensu... Startujesz jako artysta solowy z nowym projektem więc...Tak, startuję i biorę za to pełną odpowiedzialność. Również za ewentualny sukces albo porażkę. Biorę pod uwagę obie opcje. Nie robię tego dlatego, żeby koniecznie osiągnąć sukces, bo sukces mam już w sobie. Kocham to co robię i to jest mój pytanie którego nikt nie zadał do tej pory, na które czekasz?Hmm. Bardzo dużo jest takich pytań, wiesz? Czekaj, odwróćmy role. Zadałaś mi tu wiele pytań z różnych dziedzin. Która z nich Ciebie najbardziej interesuje?Widzę w Tobie pasję. Skąd ona pochodzi? I na pewno chciałabym się czegoś dowiedzieć o Twojej rodzinie. Bo pasja wynika z tego co masz w środku, ale też z ludzi którzy Cię otaczają...Ciekawa rozmowa się tutaj nawiązuje. Gdyby to był program TV to na pewno już bym strzelił jakieś pytanie, a nie chcę tak. Wielu pytań mi nie zadano. Ja nie chcę odpowiadać na pytania tak jak tego się ode mnie oczekuje. Wolę mówić tak, jak ja chcę. Bo to ja mam coś do powiedzenia lub nie, kreuję siebie. Zobaczyłaś pasję. Nie wiem jak to opisać słowami, ja to kocham. Chociaż w życiu muzyka zawsze nadchodzi moment wypalenia się, schematyki. I to jest jedyna rzecz która jest go w stanie zabić. Ja póki co cieszę się z tego co robię i doceniam to co mam. Jestem pełny wdzięczności i stąd jest ta pasja. Inaczej stałbym się odtwórcą muzyki. A ona jest dla mnie bardzo ważna w życiu. Wcześniej się tego wstydziłem, a teraz już nie. Bo taki boisz się, że kiedyś nadejdzie taka chwila, że pomyślisz: "Kurde robię to tylko dla kasy, schematycznie, już tego nie kocham"?To wtedy przestanę. I może zajmę się córkami. Ostatnie trzy lata zajmowałem się Asią. Chciałem to robić. Im dłużej się nią zajmowałem, tym lepszą relację mieliśmy. Teraz chcę śpiewać, a jak nadejdzie moment że powiem sobie dość to zrezygnuję. Jeśli będę miał nagrać płytę, a nie będę miał pomysłów to po prostu zrezygnuję. w tej chwili jest tak, że miałem kilka lat przerwy i na tej płycie chcę coś powiedzieć. Komuś kto śpiewa trudno jest pokazać swój środek, swoje wnętrze. A ja chcę to robić. Nie wstydzę się tego. To i to, że jestem sobą jest moja mocą. Nie interesuje mnie to, co powiedzą ludzie. Jestem sobą i wiem czego chcę od życia. Co jest na samej górze listy twoich marzeń? Pierwsza trójka?Wow. Lista marzeń... Z takich bieżących - chciałbym częściej spędzać czas z Zuzią, która mieszka ze swoją mamą a my nie jesteśmy ze sobą od dawna. To jest moje marzenie. Częściej spędzać z nią czas, nie tylko w wakacje. Innym jest posiadanie własnego studia nagrań. Poza tym mam pełno takich prostych marzeń. Na przykład wyjechać z całą rodziną na wakacje. To bardzo normalne marzenia. Nie jakieś bardzo odjechane (śmiech). A jak juz przyjdzie czas na odpoczynek, to gdzie byś wyjechał?Przede wszystkim zabrałbym ze sobą rodzinę, to po pierwsze. Czasem chciałbym się znaleźć w jakimś zacisznym miejscu. Bardzo lubię Tatry Słowackie. Tam jest mniej turystów i można chodzić samotnie po szlakach. Tego się nie da opisać. Wtedy trzeba grać i śpiewać (śmiech). Czym jest dla Ciebie popularność?Produktem ubocznym tego co robię. Kiedyś, jak byłem niedojrzały życiowo, emocjonalnie była dla mnie bardzo ważna. Imponowało mi żeby znać kogoś sławnego. Teraz normalnie do tego podchodzę. Jak ktoś zaczyna mnie specjalnie traktować, staram się mu pokazać, że jestem normalnym facetem. Popularność jest niczym. Przeszedłem już w swoim życiu wielką popularność i wielki upadek. Teraz nic mnie już nie zdziwi. Jestem odporny na takie rzeczy. Trochę o płycie. Kiedy się ukaże?Myślę, że uda się ją wydać mniej więcej w połowie tego roku. W ubiegłym roku w swoje urodziny, podjąłem decyzję o powrocie na scenę. Chciałbym żeby dokładnie rok później płyta ujrzała światło dzienne. Takie piękne zwieńczenie pracy i mojej i moich współpracowników. Poza tym ja lubię maj, bo to jest naprawdę fajny miesiąc, pełen takiej wiosennej adrenaliny (śmiech)Tytuł płyty to będzie prawdopodobnie "Za głosem serca". Nie chcę wymyślać jakichś dziwnych rzeczy. Jestem wyrośniętym dzieciakiem i taki tytuł mi odpowiada. Piosenka o tym samym tytule to ballada. Sądzę, że chwyci, bo ma to coś. Jest troszeczkę inna. Ktoś mi zarzucił, że takiej muzyki w radio nie ma. I bardzo dobrze (śmiech) to my zagramy taką. Wierzysz w przypadki?Nie, nie ma przypadków. Wszystko ma jakiś porządek i sens. Aczkolwiek, żeby zrobić karierę potrzebny jest splot pewnych przypadków. Trzeba mieć fuksa. Każdy jest inny i ma coś swojego do powiedzenia. Nie ma przypadków. Boisz się czegoś?Tak, czasami. Najbardziej siebie samego. Tylko i wyłącznie. Niczego więcej. A siebie boję się w sensie takim, żebym nie przestał być sobą, nie zaczął oszukiwać samego siebie, albo żebym nie robił rzeczy, których potem będę żałował. Natomiast nie boję się ludzi, okoliczności. Powiedz w dwóch słowach o muzykach z którymi to moi kumple z Lublina, jednego znam nawet praktycznie od podwórka. Dobrze się rozumiemy i fajnie się nam razem z wieloma artystami. Z kim było najlepiej?Z Andrzejem Zeńczewskim z Daabu. Grałem z Daabem dwa lata, potem on założył Szwagierkolaskę i trochę mniej się zajmował Daabem. Ale byłem z nim naprawdę zakumplowany. Z całej Warszawki on był najbardziej normalny i to mi bardzo imponowało. Możesz coś powiedzieć o singlu?Włożyliśmy w niego mnóstwo pracy. Teraz staramy się zrobić wszystko, żeby mógł dotrzeć do słuchaczy, a proste to niestety nie jest. Piosenka To mój krzyk została też nagrana w wersji angielskiej pod tytułem Don't let the fire die z myślą o polskich preselekcjach do tegorocznej Eurowizji. Zajęliśmy 11 miejsce na 103 zgłoszone piosenki. Jury nas doceniło. Znaleźliśmy się o włos do finału… Teraz skupiam się przede wszystkim nad tym, żeby płyta nabrała fajnego brzmienia, to jest jak Ci się podoba Białystok?Super. Spotkałem kilka osób stąd. I wszystkie mają fajną mentalność. Podobną do lubelskiej, może nawet trochę lepszą. Ludzie są otwarci, nie jak niektórzy z Warszawy. Otwartość cenię sobie najbardziej. Dziękuję za rozmowę.